Skocz do zawartości

Facet na jedną noc


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
Brak odpowiedzi do tego tematu

#1 barbara

barbara

    Czytelnik

  • VIP
  • Pip
  • 26 postów

Napisano 04 04 2009 - 14:14

Seks z nieznajomym po szalonej imprezie. Być może i Ty przeżyłaś coś takiego. A może tylko obawiasz się, że mogłabyś znaleźć się w takiej sytuacji? Albo zdarzyło Ci się z podobnej opresji ratować przyjaciółkę. Co o tym myśleć? Jak traktować taką przygodę? Rozpaczać nad swoją bezmyślnością, zakochiwać się na zabój w przypadkowym facecie czy też próbować zrozumieć przyczynę tego "wypadku" i wyciągnąć z niego wnioski?

Z pamiętnika imprezowiczki
Nie byłam przecież pijana. Rozmawiałam z nim. Co o nim wiem? Pisze pracę magisterską o mianowniku liczby mnogiej. Pracuje w biurze tłumaczeń, wierzy w polskie kino. Słucha Transglobal Underground albo coś w tym rodzaju. Miły facet, ale czy to wystarczający powód, by od razu się z nim przespać?
Czuję, że muszę jak najszybciej wstać z łóżka i wyjść z tego mieszkania. Potrzeba jest instynktowna, wręcz pierwotna. Uciekać, uciekać, jak najszybciej uciekać. Mężczyzna wciąż śpi, a może udaje, że śpi. Decyduję, że jednak wychodzę. Zaczynam pospiesznie się ubierać. Nie chcę z nim rozmawiać. Chwilę szamocę się z zamkiem u drzwi wyjściowych. Wybiegam z mieszkania. Zimowe powietrze orzeźwia i sprowadza mnie na ziemię. I mój mózg wreszcie zaczyna sprawniej działać. Jak to się stało, że ja, bądź co bądź porządna dziewczyna, wyszłam z imprezy z obcym facetem i poszłam do jego domu? Nigdy wcześniej nie miałam tego typu przygód. Przecież to mógł być psychopata, który lubi takie miłe panienki "zjadać na śniadanie". Co mi odbiło? Czy aż tak bardzo potrzebowałam seksu? Zapomnieć, zapomnieć, zapomnieć.
Jestem już w domu. Powoli opada ze mnie cały lęk. Pod gorącym prysznicem doznaję olśnienia: a może to była miłość? Może trafiłam na drugą połówkę pomarańczy? On pewnie mnie teraz wszędzie szuka. Kochany poczekaj, już do Ciebie pędzę. Nie, znów ogarniają mnie wątpliwości. Nie mogę już z tymi wątpliwościami wytrzymać. Muszę z kimś o tym pogadać. Dzwonię do moich kolegów. Mówię im, że nie wiem, co poradzić mojej koleżance, która... Wszyscy są bardzo przejęci, tak jakby zdarzyło się nie wiadomo co. Nikt "mojej koleżanki" (czyli mnie) nie nazywa dziwką. Każdy jej współczuje, uważa, że jeśli tak postąpiła, to musi być bardzo samotna lub nieatrakcyjna. Nikt nie mówi: "Super, trafiła na boskiego kochanka", tylko: "Miała szczęście, że nic jej nie zrobił". Mają nadzieję, że się zabezpieczyła. Nikt nie wspomina o miłości. - Zaliczona zatopiona - podsumowuje jeden z przyjaciół. Cierpię, cierpię, cierpię.

Seks to nie terapia
Gdy idziesz z obcym facetem do łóżka, to pewnie masz ku temu poważne powody. Często są one natury psychologicznej, choć bywa, że nie zdajemy sobie z tego sprawy. Może masz nadzieję, że seks zmniejszy męczącą Cię samotność, zredukuje nieznośne napięcie, zaspokoi potrzebę bliskości, wypełni pustkę, potwierdzi kobiecość. Może jest to wyraz buntu, manifestacja wolności lub forma rozładowania złych emocji (złości, chęci zemsty). Niewykluczone, że upojna noc to efekt rozpalającej zmysły miłości. Ten ostatni powód zdarza się jednak niezwykle rzadko.
Niestety, wszystkie zastępcze powody mają to do siebie, że w dużej części pozbawiają nas przyjemności zbliżenia. Sprawiają, że prawie zawsze "po" czujemy się paskudnie. Dlaczego? - Seks nie może zaspokoić potrzeb nieseksualnych - tłumaczą Frank Hajcak i Patricia Garwood, amerykańscy psychoterapeuci, w swojej książce "Dlaczego z sobą sypiamy" (Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne, Gdańsk 2001). Seks to bardzo zły pomysł na "terapię". Sprawia, że wybieramy (zarówno kobiety, jak i mężczyźni) nieodpowiednich partnerów, odbywamy poniżające stosunki, by w ten sposób sabotować własną przyjemność erotyczną.

Zły pomysł na początek związku
Czy rzeczywiście trzeba mieć jakieś szczególne psychologiczne powody, by pójść z właśnie poznanym facetem do łóżka? Przecież to takie podniecające, nowe, niebanalne. - Przyzwyczailiśmy się uważać, że najbardziej atrakcyjną formą seksu jest stosunek z osobą nieznajomą, dopiero co poznaną - powiedział na jednym ze swoich warsztatów doktor David M. Schnarch, amerykański seksterapeuta z 20-letnią praktyką. - Dziś ten pogląd się zużył. Ludzie doceniają dobry seks jako rezultat rozwoju osobowości, nie zaś umiejętności techniczno-gimnastyczne".
A może to jest zwyczajnie świetny pomysł na początek związku? Skoro pasujecie do siebie w łóżku, to i z resztą jakoś będzie?
Przychodzi mi na myśl znana sztuka teatralna Mervina Jonesa "John & Mary" (w Polsce od czasu do czasu wystawiana, np. w warszawskim Teatrze Ochoty). Historia jest prosta: poznali się w barze, nazajutrz obudzili się w jego mieszkaniu. Przez cały weekend powoli się ze sobą oswajają. Na przemian kłócą i godzą, by w końcu podjąć decyzję o rozpoczęciu wspólnego życia. U schyłku lat 60. XX wieku taki pomysł na związek, czyli najpierw seks, potem miłość, był bardzo rewolucyjny. W latach 70. stał się już dość powszechną normą, która później, głównie z powodu lęku przed AIDS, przestała obowiązywać. Teraz, gdy tzw. zabezpieczenia przed ciążą i chorobami płciowymi nie wymagają wielkiego zachodu, znów każdy z nas mógłby być Johnem albo Mary. Prawda jest jednak taka, że seks bohaterom Mervina Jonesa niczego nie ułatwił. Są wobec siebie bardziej nieufni niż wcześniej, gdy ze sobą jeszcze nie spali. Dlaczego więc wątek dwojga obcych ludzi, którzy rano budzą się obok siebie, wciąż przyciąga widownię do kin i teatrów? Jego magia wcale nie polega na seksie, tylko na sztuce wzajemnego poznawania, dojrzewania do uczucia.

Nie zadręczaj się wyrzutami sumienia
Po seksie z nieznajomym możesz czuć się super. Jeśli tak jest, oznacza to, że naprawdę pragnęłaś tylko fizycznego zbliżenia. Ale możesz też czuć się beznadziejnie, a to znaczy, że seks miał spełnić zupełnie inną rolę, prawdopodobnie terapeutyczną. W pierwszym przypadku uległaś prawom natury, która postawiła na Twojej drodze absolutnie pociągający okaz mężczyzny. Jedynym problemem, jaki teraz masz, jest ocena moralna Twojego uczynku. Każda z nas sama musi jej dokonać. Andrzej Kultys w swojej książce "Moralność a seks i kobieta (w wybranych kulturach)", WSP Instytut Filozofii, Słupsk 1999, twierdzi, że najważniejsze jest to, czy kogoś swoim zachowaniem nie skrzywdziłaś. Jeśli nie - było ono moralne. Jeśli tak - niemoralne.
W drugim przypadku nie obwiniaj siebie ani też nie złorzecz swojemu nieznanemu kochankowi. Nie wmawiaj sobie, że padłaś ofiarą drania, który Cię wykorzystał i porzucił. Również nie wymyślaj sobie od lekkomyślnych idiotek. Teraz nie czas na złość i potępienie. Widocznie to, co się stało, stało się z jakiegoś bardzo, ale to bardzo ważnego powodu. Najprawdopodobniej u podstaw leżą Twoje głęboko skrywane problemy. Jeśli tak, to dobra okazja, żebyś je wreszcie w sobie znalazła. Gdy je poznasz i rozwiążesz, masz szansę na nowe, lepsze życie. Bądź zatem szczera i uczciwa wobec siebie. Zastanów się, co takiego w Twoim życiu nie udało się. Co Ci tak mocno doskwiera, że ukojenia szukasz w tego rodzaju jednonocnych przygodach? Raczej nie planuj dalszego życia z "seksualnym narzędziem" chybionej autoterapii. Wyciągnij wnioski z tego, co się stało i jak najszybciej zapomnij o całym wydarzeniu.